W 2017 roku minęła 60. rocznica uchwalenia ustawy o równych prawach.
Ponad 60 lat temu, 3 maja 1957 r., Bundestag debatował i uchwalił pierwszą ustawę o równych prawach - a raczej "ustawę o równych prawach kobiet i mężczyzn w dziedzinie prawa cywilnego".
2017: 60 lat "Ustawy o równych prawach" 3 maja 1957 r. Konsultacje w Bundestagu
Z dzisiejszej perspektywy był to niewielki krok w kierunku równouprawnienia, ograniczony do kodeksu cywilnego (BGB). Jednak 60 lat temu dla wielu osób było to o wiele za daleko idące. „Mężczyźni i kobiety mają równe prawa” – tak brzmi od 23 maja 1949 r. art. 3 ust. 2 ustawy zasadniczej. Pięć decydujących słów! Jeszcze bardziej decydująca była jednak zmiana przepisów, które nie były zgodne z zasadą równości.
Autorzy ustawy zasadniczej (GG) prawdopodobnie przewidzieli, że może to potrwać dłużej, i dlatego wprowadzili specjalny przepis w art. 117 GG. Do 31 marca 1953 r. odpowiednie przepisy miały zostać zmienione, w przeciwnym razie straciłyby ważność.
Autoryzacja tak - ale nie natychmiast
Mieliśmy więc dobre cztery lata na stworzenie przepisów zgodnych z konstytucją. Kierownictwo nad tym procesem sprawowało Ministerstwo Sprawiedliwości pod przewodnictwem Thomasa Dehlera (FDP), a w szczególności sędzia Sądu Najwyższego dr Maria Hagemeyer. Hagemeyer (1896–1991) była jedną z pierwszych studentek prawa w Niemczech i jedną z pierwszych kobiet, które zdały egzamin państwowy i mogły podjąć pracę w służbie sądowej. W 1927 roku Maria Hagemeyer została mianowana pierwszą sędzią Prus, pracującą w sądzie krajowym w Bonn. Kobieta, która tak bardzo walczyła o równouprawnienie, chciała szybko usunąć przeszkody prawne w kodeksie cywilnym i prawie rodzinnym dla innych kobiet. Jednak dla rządu federalnego, Bundestagu i Bundesratu cztery lata to było zdecydowanie za mało. 31 marca 1953 r. minął, a żadna ustawa nie została zmieniona. Stare przepisy automatycznie straciły ważność. Sytuacja zmieniła się dopiero w 1957 roku. 3 maja 1957 roku Bundestag przystąpił do drugiego i trzeciego czytania „Ustawy o równości mężczyzn i kobiet w zakresie prawa cywilnego”. Ogłoszona 18 czerwca 1957 roku, weszła w życie 1 lipca 1958 roku – z ponad pięcioletnim opóźnieniem.
Debaty sprzed 60 lat
Największymi obszarami wymagającymi zmian legislacyjnych, które już na początku lat 50. XX wieku wskazała dr Maria Hagemeyer i opisała w trzech „memoriach”, były pochodzący jeszcze z 1900 roku kodeks cywilny (BGB) oraz prawo rodzinne, w którym nadal znajdowało się wiele przepisów z czasów nazistowskich.
Jej pomysły dotyczące reformy tradycyjnego modelu małżeństwa i rodziny za pomocą ustawodawstwa oraz zniesienia dominacji mężczyzn nie spotkały się jednak z powszechnym poparciem. Podczas gdy socjaldemokraci w dużej mierze podzielali stanowisko Hagemeyer, konserwatywne kręgi widziały w tym zapowiedź upadku chrześcijańskiego Zachodu. Wysocy przedstawiciele Kościoła nieustannie gloryfikowali mężczyznę jako „naturalnego nosiciela autorytetu wymaganego przez zasadę porządku małżeńskiego”.
W zamian za to żona miała mieć prawo samodzielnie zarządzać gospodarstwem domowym, a także wykonywać pracę zarobkową, o ile nie wpływało to negatywnie na jej obowiązki małżeńskie i rodzinne. Punktem spornym numer 1 był paragraf 1354 niemieckiego kodeksu cywilnego (BGB). Od 1900 roku stanowił on, że „mężczyzna ma prawo podejmować decyzje we wszystkich sprawach dotyczących wspólnego życia małżeńskiego; w szczególności decyduje on o miejscu zamieszkania i mieszkaniu. Kobieta nie jest zobowiązana do wykonywania decyzji męża, jeśli decyzja ta stanowi nadużycie jego praw”. Zgodnie z opinią większości członków gabinetu federalnego nowy paragraf 1354 miał brzmieć podobnie, ponieważ różnice w projektach ustaw przedstawionych w 1952 r., a następnie ponownie w 1954 r. były marginalne. (W Bundesracie Rhineland-Palatinate należało do krajów, które nie chciały zrezygnować z § 1354).
Prawo męża do podejmowania ostatecznych decyzji przetrwało kilka przełomowych momentów. I prawie znalazło się ono również w ustawie przyjętej w 1957 roku. Nieznaczna większość członków właściwej komisji Bundestagu opowiedziała się przeciwko prawu do podejmowania ostatecznych decyzji. O tę niewielką większość zadbała w szczególności posłanka CDU Elisabeth Schwarzhaupt. Późniejsza pierwsza minister federalna, w przeciwieństwie do wielu posłów swojej partii, w tym kobiet, nie chciała ponownie pozostawić mężom ostatniego słowa w mocy prawa. W związku z tym § 1354 został bez zastąpienia usunięty z projektu ustawy.
Starcie w Bundestagu
Jednak podczas decydującej debaty 3 maja 1957 r. frakcja CDU zgłosiła poprawkę i ponownie zażądała prawa do ostatecznej decyzji dla mężczyzn, zwanego obecnie również ostateczną odpowiedzialnością. Wśród posłów CDU, którzy zdecydowanie poparli tę poprawkę, była dr Helene Weber. Zaledwie kilka lat wcześniej wraz z dr Elisabeth Selbert, Friederike Nadig i Helene Wessel walczyła o wprowadzenie art. 3 ust. 2 do ustawy zasadniczej... Spór o konkretne skutki zasady równości płci toczył się więc nie tylko między partiami w pierwszym i drugim Bundestagu, ale także w samych frakcjach. W debacie Elisabeth Schwarzhaupt i Helene Weber zajęły różne stanowiska.
W frakcji SPD poglądy były bardziej jednolite. Wielu jej mówców uważało, że prawo do ostatecznej decyzji ożywi patriarchalne porządki, ponieważ w małżeństwach może istnieć tylko wspólna odpowiedzialność, a nie wyłącznie męska.
Podobne argumenty przedstawiły również posłanka FDP dr Marie-Elisabeth Lüders oraz posłanka Niemieckiej Partii (DP/FVP) Margot Kalinke. Ostatecznie jednak one również nie podważyły tradycyjnego obrazu rodziny. W samym głosowaniu imiennym 186 posłów i dziewięciu posłów z Berlina zagłosowało przeciwko przywróceniu przywileju ostatecznej decyzji męża, a tym samym przeciwko nowemu § 1354. Łącznie 177 posłów było za. [W 1957 r. spośród 497 posłów zaledwie 54 były kobietami, co stanowiło 11 procent. Spośród 22 posłanek CDU osiem dołączyło do Elisabeth Schwarzhaupt, trzy wstrzymały się od głosu, a jedna była nieobecna. SPD i FDP w całości zagłosowały przeciwko nowemu § 1354, podobnie jak Gesamtdeutscher Block/Bund der Heimatvertriebenen und Entrechteten (Blok Ogólnoniemiecki/Związek Osób Wysiedlonych i Pozbawionych Praw).
Trzy kobiety zasiadające w Bundestagu z ramienia Nadrenii-Palatynatu reprezentowały całe spektrum głosów. Annemarie Ackermann z CDU wstrzymała się od głosu, Maria Dietz (CDU) z Moguncji głosowała za starym § 1354, a Luise Herklotz (SPD) ze Speyer przeciwko. Inaczej wyglądało głosowanie w sprawie równie kontrowersyjnego prawa ojca do ostatecznej decyzji. W przypadku odmiennej opinii matek, podobnie jak w starym kodeksie cywilnym, ojcowie nadal mieli mieć ostatnie słowo. Większość poparła to stanowisko, a tym samym projekt ustawy – jednak około dwa lata później Federalny Trybunał Konstytucyjny uchylił to jednostronne przywileje mężczyzn. Pozostałe zmiany w BGB, które Bundestag również uchwalił 3 maja 1957 r., odegrały mniejszą rolę w debacie, a następnie również w opinii publicznej.
Wprowadzono na przykład wspólnotę majątkową wraz z przepisami dotyczącymi rozwodu. Również pracujące żony były teraz lepiej chronione przed sytuacją, w której ich mężowie mogli po prostu zwolnić je z pracy. Ustalono również przepisy dotyczące ponownego małżeństwa, statusu pasierbów lub dzieci urodzonych poza związkiem małżeńskim.
W głosowaniu końcowym ustawa została przyjęta jednogłośnie – lub, jak to ujął wiceprzewodniczący Bundestagu dr Richard Jaeger: „Panie i panowie, tym samym niemiecki Bundestag zakończył jedno ze swoich najważniejszych dzieł legislacyjnych w zakresie realizacji ustawy zasadniczej”.
Jednak wielu parlamentarzystom z pewnością bliskie było stanowisko posła FDP dr Wolfganga Stammbergera, który powiedział: „Panie i panowie, pani koleżanka Weber słusznie wspomniała przed chwilą o podziale ról między małżonków w małżeństwie, a mianowicie, że mężczyzna ma przede wszystkim zarabiać, a kobieta przede wszystkim tworzyć atmosferę, zapewniać domowe poczucie bezpieczeństwa, którego mężczyzna potrzebuje, aby mógł zarabiać”. Podczas gdy protokół odnotowuje jeszcze wesołość i oklaski, kolejne zdania spotkały się już tylko z aplauzem: „Zaletę żonatego mężczyzny w porównaniu z kawalerem znamy właśnie my, męscy posłowie tej izby, którzy jesteśmy w ciągłym ruchu. A to, że domowe poczucie bezpieczeństwa w atmosferze stworzonej przez nasze kobiety jest znacznie przyjemniejsze niż życie kawalerskie, wynika już z entuzjazmu i zapału, z jakim zawsze wracamy do domu na weekend”.
W protokole z posiedzenia plenarnego nie ma żadnej wzmianki o zapał, z jakim posłanki wracają do domu na weekend. Na kolejną wielką reformę prawa małżeńskiego i rodzinnego w 1977 roku kobiety musiały czekać 20 lat.
